11 listopada

O literaturze polskiej i lekturach. Dlaczego zachwyca akurat Mickiewicz i Sienkiewicz?

Z okazji Narodowego Święta Niepodległości powzdychamy trochę - częściowo w należnym zachwycie, częściowo ze smutkiem - nad literaturą polską, tą dawną i tą nową, oraz nad kanonem lektur szkolnych. Zastanowimy się, czemu na języku polskim omawia się tyle tekstów patriotycznych, od Bogurodzicy poczynając, przez Sienkiewicza idąc, na Kamieniach na szaniec kończąc. Może w końcu dowiemy się, dlaczego Słowacki wielkim poetą był, a Mickiewicz jeszcze większym. A jeśli dopisze nam (mi) szczęście, to nawet odkryjemy, czym jest patriotyzm i dlaczego nie cierpiętnictwem i poświęceniem życia dla idei, a czymś bardziej związanym z kulturą i językiem. 

Na początek szybko przejrzyjmy sobie kanon lektur szkolnych (tych obowiązkowych), żeby zobaczyć, co kształtowało od najmłodszych lat nasze wyobrażenia o polskiej literaturze i patriotyzmie. Oczywiście nie wymieniam wszystkich tekstów (tylko te polskie i niedziecięce). Jak chcecie zobaczyć całość, to wygooglujcie podstawę programową - polecam, fascynująca lektura. 

Klasy IV-VI. Legendy polskie, Mazurek Dąbrowskiego. Pierwsze spotkanie z Sienkiewiczem - W pustyni i w puszczy. Pierwsze spotkanie z Mickiewiczem - część ballad i wierszy oraz fragmenty Pana Tadeusza (sic!). Pieśni i piosenki patriotyczne. Jakiś wiersz Słowackiego, bajki Krasickiego, nowelka Prusa. Wybrane wiersze kilku polskich poetów: Bełza, Gałczyński, Herbert, Kamieńska, Kulmowa, Miłosz, Różewicz, Staff, Tuwim, Twardowski. Z polskiej literatury nowej (poza Kosikiem i innymi utworami dziecięcymi), umówmy się, że po roku 1989: może jakiś nowszy Herbert, Miłosz, Różewicz czy Twardowski. 

Jak oceniam? Totalnie skreśliłabym Sienkiewicza (jest mnóstwo pięknych, świeżych i nowych powieści dla młodzieży, a oni się jeszcze naczytają Henryka) i Pana Tadka, a dodała więcej współczesnych tekstów polskich (zresztą z zagranicznych też bieda). Nie ma w ogóle współcześnie działających pisarzy!!! Plus za te legendy i Mazurek..., bo to każde dziecko znać powinno. 

Klasy VII-VIIIZemsta Fredry, Kochanowskiego tekstów sporo. Kamienie na szaniec. Żona modna Krasickiego, Mickiewicz po raz drugi (dużo dużo Mickiewicza), znowu Sienkiewicz (w tym Quo vadis), Balladyna Słowackiego. Żeromski i Syzyfowe prace. Artysta Mrożka. Melchior Wańkowicz i Ziele na kraterze (???). Wybrane wiersze takich polskich poetów jak Baczyński, Norwid, Leśmian, Marian Hemera, Rymkiewicz, Szymborska, Wierzyński, Lechoń, Jerzy Liebert, fraszki Sztaudyngera i aforyzmy Leca. Literatura polska po 1989: nowszy Barańczak i Rymkiewicz, nowsza Szymborska. 

Bieda straszna. Kolejny raz brakuje polskich twórców piszących TERAZ, urodzonych po II wojnie światowej. Pana Tadka, którego się na tym etapie czyta w całości, przeniosłabym spokojnie na liceum - uczestniczyłam w lekcjach polskiego (jestem na nauczycielstwie, jakby ktoś nie wiedział), na którym omawiało się ten tekst, i uczniowie totalnie tego nie rozumieją. Ja to męczyłam w II klasie szkoły średniej. Niektórych tekstów w ogóle nie znam, jak to Ziele... nieszczęsne. Fredrę lubimy, Kochanowski jest prosty i przyjemny (i ważny dla naszej literatury), nad Żeromskim bym się zastanowiła.

Szkoła średnia. Z najstarszych tekstów polskich we fragmentach: Bogurodzica, Lament świętokrzyski, Legenda o św. Aleksym, Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią. Fragmenty z Galla Anonima, znowuż Kochanowski, trochę Piotra Skargi, Paska i Krasickiego (w tym Hymn do miłości kochanej ojczyzny of kors). Sielanki Karpińskiego. Mickiewicz po raz trzeci (praktycznie sama literatura o zabarwieniu patriotycznym), trochę mniej Słowackiego, Nie-Boska komedia i wiersze Norwida. Lalka, Gloria victis i Potop. Wiersze Asnyka, Kasprowicza, Tetmajera i Staffa. Wesele, Chłopi, jeszcze więcej Żeromskiego. Ferdydurke. Wybrane wiersze Leśmiana, Tuwima, Lechonia, Jasnorzewskiej, Iłłakowiczówny, Przybosia, Czechowicza, Baczyńskiego, Gajcy. Borowski, Grudziński i Krall. Wybrane wiersze (w tym z emigracji bądź podanych tomów): Baliński, Wierzyński, Miłosz, Różewicz, Białoszewski, Rymkiewicz, Szymborska, Herbert, Poświatowska, Barańczak, Świetlicki, Polkowski, Wencel. Droga donikąd. Tango. Opowiadania Nowakowskiego. Katedra Dukaja. Madame Libery. Miejsce Stasiuka. Profesor Andrews w Warszawie Tokarczuk. Podróże z Herodotem Kapuścińskiego. I coś, co mnie rozwaliło: powojenna piosenka literacka (w tym Demarczyk, Kaczmarski, Młynarski, Osiecka, Kabaret Starszych Panów). 

Tutaj się dużo podziało... Oczywiście w liceum zaczyna się podział tekstów ze względu na epoki - zaczynamy starociami i kończymy na literaturze współczesnej. W praktyce oznacza to tyle, że teksty nowsze omawia się po macoszemu, bo nie ma na nie czasu, a na karku już czuć przykry oddech matury. Startujemy tekstami, które my ledwo ogarnialiśmy na studiach - do wywalenia (Bogurodzicę można puścić, bo to w końcu dawny hymn, warto znać). Duży nacisk na romantyzm i to znane nam gadanie o cierpieniu, ucisku i prawdziwych Polakach. Za dużo Żeromskiego, Potop do likwidacji (lubię Sienkiewicza, a to cholerstwo męczyłam rok). Czemu nie ma w ogóle Konopnickiej i Nałłkowskiej?! Gdzie Schulz?! Co z Hłaskiem, człowiekiem-legendą? Dlaczego zamiast nich mamy tyle zbędności... I po raz kolejny - co z literaturą najnowszą?! Dobrze, że wskoczyła Tokarczuk, plusik za Dukaja i innych autorów współczesnych. Ale poza nimi są też inni warci uwagi pisarze, są teksty napisane po 2000 roku. Wciąż o nich za cicho... 

Wnioski zbiorcze? Dużą uwagę w szkolnictwie zwraca się na historię literatury. Jest bardzo dużo tekstów o zabarwieniu patriotycznym, które oczywiście nie są złe, a nawet bardzo ważne, ale ten nacisk na Sienkiewicza (i powtarzanie w kółko, że pokrzepienie serc...) i milion tekstów Mickiewicza jest męczący. I te ciągłe konteksty historyczne..! Romantyzm oczywiście jest epoką w naszej literaturze wyjątkową, bo po raz pierwszy polscy autorzy wyróżnili się na tle Europy, zdobyli uznanie i pogłos. Nie zmienia to jednak faktu, że uczeń się tym męczy. Słyszy ciągle, że ma kochać Polskę i za nią cierpieć, jeśli będzie taka potrzeba. Kanon lektur buduje nam obraz wielkich herosów i moralizatorstwa. Że kiedyś to było, a teraz to nie ma. 

Czemu w lekturach obowiązkowych brakuje Lema, najczęściej tłumaczonego polskiego pisarza (łączny nakład ponad 30 milionów egzemplarzy)? Czemu jest tylko jeden tekst Tokarczuk? Czemu nie mówi się o poetach wyklętych, choćby Wojaczku? Czemu nie mówi się, jak wygląda polska kultura i literatura współcześnie? Gdzie nagradzani polscy autorzy? Czemu niby Kochanowski, Żeromski i Norwid mają być dla nas ważniejsi od Myśliwskiego, Masłowskiej, Tulli czy Twardocha? Współcześnie działa wielu poetów, więcej - młodzi siedzą w muzyce, czemu więc nie komentuje się tekstów Podsiadły, Korteza czy Starego Dobrego Małżeństwa? Polska to tu i teraz. Patriotyzm to nie tylko zainteresowanie historią - ale też duma z naszej kultury. Zwłaszcza tej współczesnej. 

(Oczywiście jest w kanonie lektur pewien wytrych - nauczyciel może samodzielnie wybierać teksty dodatkowe dla uczniów. Podstawa programowa nie jest więc niszczącymi wszelką nadzieję pętami, zresztą jest w niej wiele wartościowych, dobrych rzeczy. Ale nie o tym dzisiaj.)

Przykre jest dla mnie to, że osoby raczej niezainteresowane literaturą nie mają w szkole szansy poznać choćby w zarysie geniuszu współczesnych pisarzy. Tyle dobra dzieje się w polskiej kulturze i literaturze! Tyle wspaniałych tekstów i autorów! Trzeba o nich mówić i się nimi dzielić, bo, obok Mickiewicza i Sienkiewicza, mogą być oni naszą dumą narodową. Cieszmy się z sukcesów polskich pisarzy współczesnych, mówmy z dumą o Tokarczuk. Polska literatura nie zatrzymała się na PRL-u, a tak niestety wielu uczniów może pomyśleć, wpatrując się ze znużeniem w ciąg nie zawsze zrozumiałych, podstarzałych strof, które może niosą jakieś uniwersalne prawdy, ale trzeba je siłą z tych tekstów wyduszać. 

Czy uważam się za patriotkę? Jak najbardziej! Czytam dużo polskich autorów. Interesuję się polską kulturą. Kocham posługiwać się językiem polskim, z tymi szeleszczącymi głoskami i często trudną do wymówienia zbitką spółgłosek, uwielbiam nasze "ę" i "ą". Jak uciekam, to najchętniej w polskie góry. Na 11 listopada wywieszam polską flagę, bo czuję się Polką. Czuję przywiązanie z do rodzimego Sosnowca i do ludzi, którzy łapią te same memy, trzymają śmietnik pod zlewem, robią zakupy w Biedronce i trochę narzekają dla towarzystwa. Lubię to, że jesteśmy jacyś i że nasze zwyczaje i sposób bycia jest inny, niż gdzie indziej. Nie muszę zachwycać się husarami, Panem Tadeuszem i kulturą sarmacką, żeby kochać Polskę, taką, jaka jest, trochę śmieszną i na pewno niedoskonałą, nawet pomimo wszystkich podziałów i konfliktów, z taką i inną władzą. I wierzę, że każdy z nas ma jakąś tam polską cząstkę w serduszku, którą lubi. 

Nieco górnolotnie, ale z duszą, pisała dla Państwa narodowa i lokalna patriotka, zaczytana w polskiej prozie najnowszej, zakochana w polskim języku i nigdy nie lubiąca uczyć się historii, zwłaszcza bitew. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Ballady bezludne , Blogger