23 lutego 2018

"Ja lubię ludzi z tą przymieszką szaleństwa, które sprawia, że życie nie jest tak monotonne"


Andrea przyjeżdża do Barcelony pełna nadziei na rozpoczęcie nowego, fascynującego życia wśród urokliwych ulic tego wielkiego miasta. Dla młodej dziewczyny z prowincji studia w Barcelonie są zapowiedzią niewiarygodnej przygody - już niedługo jednak spotyka ją rozczarowanie. Osiemnastoletnia Andrea zatrzymuje się u rodziny swojej matki, w mrocznym, zaniedbanym domu przy ulicy Aribau. Jego mieszkańcy wydają się dziwni, tajemniczy i nieprzyjemni, a atmosfera panująca w domu - przytłaczająca. Młodzieńcze wyobrażenia ulatują pod naporem sztywnych zasad ciotki Augustias i chorych relacji panujących pomiędzy członkami rodziny. W Andrei dalej jednak wrze nastoletni bunt i pragnienie pozbycia się wszelkich ograniczeń i nakazów, wytyczenia własnej ścieżki życia.

20 lutego 2018

"...każdego dnia wciąż cię na nowo poznawać"


Są książki, które czyta się tylko po to, aby wsiąknąć, trochę się rozemocjonować, zarwać nockę, poczuć zaskakująco przyjemny przypływ niecierpliwości, oczekiwania. Nawet kiedy o takim dziele zapomni się kilka godzin po przewróceniu ostatniej kartki, zostaje w pamięci jedno - wspomnienie roziskrzonych, choć już nieco obolałych oczu wpatrujących się w ciąg liter i mózgu roztapiającego się pod naporem ckliwej i bardzo angażującej historii miłosnej. Never never jest taką właśnie powieścią, choć jej bohaterowie nie mogą się pochwalić tym, że posiadają jakieś wspomnienia z ostatnio przeczytanej lektury - czy że posiadają jakiekolwiek wspomnienia.

1 lutego 2018

Ledwo się zaczęło, a tu już podsumowanie... Po raz pierwszy!


Styczeń był dla mnie dość wyjątkowy, bo i działo się nie mało. Nowy blog, rekordowa (jak na mnie) ilość przeczytanych książek, nawet poznane z wyprzedzeniem lektury, studniówka - ♥! - przygotowania do olimpiady filozoficznej, początek ferii i wiele różnych miłych choć małych wydarzeń, spotkań i przyjemności (choćby tygodniowy urlop w szkole!). Gdybym miała na coś narzekać, to tylko na pogodę - choć i tu zdarzały się piękne, śnieżne dni lub te ciepłe i bezwietrzne. Dobrze, schodzę już z tej gadki-szmatki, przejdźmy do może mało liczbowego, ale za to bardzo cieszącego mnie podsumowania pierwszego miesiąca roku 2018.

31 stycznia 2018

"Kolejny etap na drodze do doskonałości, następny stopień schodów od zwierzęcia do Boga"


Mamy wiek XXIX. Okazało się, że poza Cywilizacją Homo Sapiens istnieją inne, niezliczone cywilizacje rozrzucone po całym wszechświecie. Człowiek pokonał prawa fizyki, nauczył się manipulować czasem, przestrzenią, biologią, kulturą i samym swoim człowieczeństwem. Wybrańcom dane jest piąć się w górę po krzywej progresu, od stahsa do inkluzji, tysiąckroć pomnażać swoją inteligencję, pokonywać bariery ciała, które jest traktowane jak pustak, zwykły przedmiot. Progres rządzi wszechświatem. Równolegle do Obywateli Cywilizacji HS żyją jednak także zwykli ludzie,  nie mający dostępu do Plateau, identyczni do tych z XXI wieku - w świecie fizycznym zdaje się, że nic się nie zmieniło. Kultura stanęła w miejscu. 

27 stycznia 2018

Czy posiadanie własnego zdania jest możliwe? Czyli o presji, sile przyzwyczajenia i niepewności


Ludzie sobie mogą myśleć, co chcą, ale są w błędzie. Zawsze i wszędzie - są w błędzie. Rację mają Ci, którzy zgadzają się ze mną albo raczej - z którymi zgadzam się ja. Niektórzy są zbyt płytcy lub głupi, żeby dostrzec prawdę, inni błądzą, tamci znów są zbyt uparci, żeby zobaczyć pewne oczywistości. Ale ja? Mam rację i liczy się to, że ja o tym wiem - muszę za wszelką cenę pokazać innym, że mam rację. W końcu jestem odkrywcą, filozofem, myślicielem - doszłam/doszedłem do wniosków, o których inni po prostu nie wiedzą. Mam rację - bo tak myślę. Tylko jeśli ktoś się ze mną nie zgadza - czy przypadkiem on, tak naprawdę, nie myśli tak samo jak ja? Że się nie myli, a to ja jestem w błędzie? Czy nie wychodzi z tego samego założenia? Że musi pokazać mi swoją prawdę?