02 stycznia

Szalony rok 2020. O czytelniczej metamorfozie i wspaniałych książkach

Dość już memów się wszyscy naoglądaliśmy o tym, jak dziwny, niespodziewany i tragiczny był ten rok. Już dość rozpraw o tym, jaki wpływ miała izolacja na nasze codzienne funkcjonowanie i tryb życia. Dość już smutnych refleksji o zerwanych relacjach i dodatkowych kilogramach. No. Już dość. Zanim jednak przejdziemy do prób wymazania całego minionego roku z pamięci, warto powspominać dobre rzeczy, które miały miejsce w 2020. W moim przypadku - to były na pewno książki. 

Krótka historia przemiany marzenkowego czytania

W ostatnich latach przechodziłam czytelniczy regres. Od 2013 nie tylko moje wyniki czytelnicze malały, ale też sama lekturowa ochota i przyjemność. Dla osoby na filologii polskiej, zakochanej bądź co bądź w słowie, która wiąże z tym słowem swoją przyszłość - była to oczywista tragedia. Epidemia wywołała reakcję łańcuchową, która wszystko pozmieniała: 

Epidemia > Instagram > Wzmożona aktywność na blogu > Więcej książek > Wydawnictwa niszowe > Proza współczesna > Proza kobieca > Książkowe zakupy > Audiobooki

Takiego zafascynowania literaturą dawno nie przeżyłam. Dzięki ludziom obserwowanym na insta poznawałam coraz więcej książek i wydawnictwa niszowe, wydające piękną, ambitną prozę (poezję też, ale z nią się jeszcze nie zaprzyjaźniłam). Zainteresowałam się aktualnym życiem literackim, najważniejszymi nagrodami. Przede wszystkim jednak wsiąkłam w świat literatury pisanej przez kobiety oraz szeroko rozumianej prozy eksperymentalnej. Odeszłam niemal całkiem od klasycznych czy łatwych do określenia gatunkowo powieści. Nie pociągają mnie już kryminały, fantasy, a młodzieżówki to już całkiem. Polubiłam za to krótkie prozy, opowiadania, małe, dziwne książeczki. 

Kupiłam w tym czasie więcej książek, niż w przeciągu ostatnich siedmiu lat. Siedziałam na Empik Go, a w grudniu przetestowałam też Legimi (aktualnie myślę o abonamencie). Polubiłam słuchać audiobooki w przyspieszeniu. 

Pod wpływem Tokarczuk, Llosy i innych mądrych ludzi mówiących o literaturze zmieniłam swoje podejście do czytania. Na pewno spokorniałam i przestałam patrzeć z wyższością na książki, które uważałam za mniej warte uwagi, bo albo banalne, albo klasyczne, albo zbyt popularne. 

Koniec końców przeczytałam 67 książek. Ostatnio tak dobry wynik miałam w 2014 (wtedy było to 64 książek). Nie jest to nadal wynik szałowy, ale mnie napawa dumą. Czytałam głównie prozę polską, ale pojawiło się też sporo książek niepolskich, ale też nieanglojęzycznych. Czytałam, że tak literacko powiem, cały świat.

Najlepsze książki 2020 

Andrzejewski to moje wielkie odkrycie minionego roku, zresztą właśnie Bramy raju i Ciemności kryją ziemię rozpoczęły mój czytelniczy rok. Mocna proza. Pomimo czasu nadal doskonale pamiętam nie tylko treść obu tych książek, ale też ogromne emocje i wzruszenia, jakie towarzyszyły mi podczas lektury. Nie wiem, czy o jakichkolwiek innych książkach w tamtym roku myślałam tak intensywnie przez tak długi czas. Spacerując po Katowicach, przygotowując się do egzaminów, jadąc tramwajem - ciągle myślałam o słowach Andrzejewskiego. 

Bramy raju składają się z dwóch zdań. Tak. Tylko dwóch zdań. Drugie brzmi: „I szli całą noc”. To historia krucjaty dziecięcej z 1212 roku, niekończąca się spowiedź, dramatyczne opowieści, wielki smutek, masowe kłamstwo. Według mnie obowiązkowa lektura dla miłośników literatury polskiej. 

Ciemności kryją ziemię nie są już takie innowacyjne, ale również targają serce na milion kawałków. Andrzejewski po raz kolejny pokazuje, czym kończy się ślepa wiara i indoktrynacja, tym razem na przykładzie hiszpańskiej inkwizycji (XV w.) i postaci Wielkiego Inkwizytora Tomasa Torquemady.

Zgiń, kochanie jest dla mnie książką przełomową pod wieloma względami, przyjrzyjmy się im po kolei. Zacznijmy od tego, że była to pierwsza kupiona przeze mnie książka od bardzo dawna (1). Pierwsza przeczytana Pauza (2) i przyczynek do poznawania innych niszowych wydawnictw (3). Dalej - odkrycie innego, nowego dla mnie pisania o kobiecości (4), seksualności (5) i obłędzie (6). To w dużej mierze dzięki Harwicz zainteresowałam się literaturą latynoamerykańską (7) i krótką formą (8), Zgiń, kochanie ma jakieś 140 stron. Gdyby tego było mało, zakochałam się w nieoczywistej, balansującej na granicy realności narracji, a także w najpierw irytującej, a potem wzbudzającej współczucie bohaterce... Odsyłam Was do recenzji, o TU

Po trochu Gogoli czytało mi się z niezwykłą radością i przyjemnością, choć ta z pozoru ciepła i humoru książeczka porusza trudny temat śmierci, oswajając z nią czytelnika. Weronika, główna bohaterka, jest dorastającą dziewczynką ze wsi. Z każdym rozdziałem śmierć staje się bliższa i bardziej namacalna. Na początku jest tylko rykiem zabijanym zwierząt. Potem dotyka sąsiadów, w końcu najbliższych. Perfekcyjna konstrukcja, niezwykłe poczucie szczerości i swojskości. Te trzy tematy - dorastanie, śmierć i swojskość - w przedziwny i równocześnie bardzo naturalny sposób się tu przeplatają. Z serca polecam, wspaniały debiut! 


To chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Podobnie jak tysiące osób przede mną zadurzyłam się w Ukochanym równaniu profesora. Była to miłość nagła i natychmiastowa. W sumie to wpadłam już trzymając w rękach to przecudowne wydanie Tajfunów i czytając pierwsze dwa przeurocze zdania: 

Nazywaliśmy go Profesorem, on zaś ochrzcił mojego synka Pierwiastek. To z powodu kształtu głowy chłopca - jej płaski czubek kojarzył się Profesorowi z poziomą kreską po prawej stronie tego znaku. 

Jak to nie jest idealny początek książki, to ja nie wiem, co nim może być. Uwielbiam w tej powieści wszystko - ujmującą prostotę, czułość, dobro, ciepło i cudownych bohaterów. Łzy stają w oczach nie z powodu tanich chwytów i nagromadzenia tragedii, ale z prawdziwego wzruszenia i zachwytu. Odsyłam Was do recenzji

Grobowa cisza, żałobny zgiełk jest zupełnie inna! Ten zbiór opowiadań urzeka czarnym humorem, przewrotnością, świeżością. Trzecioplanowy bohater z jednego opowiadania, jest głównym bohaterem kilkadziesiąt stron dalej. Jedne historia są bardziej realistyczne, drugie nie są takie w ogóle. Nic, tylko się zakochać. Mam zamiar przeczytać wszystkie dostępne w Polsce książki Ogawy.


Gdybym jednak miała wskazać jedną najważniejszą i ulubioną książkę tego roku, byłyby to Opowiadania bizarne Tokarczuk. Nigdy nie czytałam tak różnorodnego, unikatowego i mądrego zbioru opowiadań. Opowieści z XVII w. przeplatają się ze współczesnością, a także fenomenalnymi wizjami przyszłości. Tokarczuk jest autorką, która jak nigdy inny zachwyca mnie swoją wrażliwością, wszechstronnością i wyobraźnią, nawet pomimo różnicy poglądów na niektórych poziomach. 

Czytałam również w tym roku Podróż ludzi Księgi, na razie moją najmniej lubianą książkę Tokarczuk, a także Czułego narratora, który otworzył mi oczy na niektóre literackie zjawiska i pozwolił lepiej poznać twórczość naszej noblistki. Słuchałam też w rumieńcach wywiadu Tokarczuk z Koziołkiem (na temat tej książki) i jest tak doskonały, że musicie go zobaczyć. 

Czekam z niecierpliwością na zapowiadaną przez Tokarczuk jej pierwszą powieść sci-fi (♥♥♥!!!), a do tego czasu planuję zebrać (koniecznie w nowych wydaniach z okładkami Joanny Concejo) i przeczytać wszystkie dzieła Tokarczuk. 

Ananda Devi jest autorką z Mauritiusu piszącą po francusku. Zielone sari jest, że tak kolokwialnie powiem, totalną miazgą. Ta książka zostawiła mnie w strzępach. Jako że to dość świeża lektura (ok, miesiąc z hakiem), nie umiem dalej na trzeźwo o niej mówić. Odsyłam do recenzji. Genialna, nieoczywista powieść, bardzo emocjonalna. Na pewno top 3 najlepszych książek 2020. Po raz kolejny już piszę w tym poście - zamierzam przeczytać wszystkie dostępne po polsku książki tej autorki.

Te cieniutkie dzieła Elizy Kąckiej są absolutnie wyjątkowe! Autorka eksperymentuje z formą, aby jak najlepiej wyrazić swoje refleksje, przeżycia i emocje. Elizje to bajkowe zabawy słowem, w których muszą się odnaleźć księżniczki nieco inne od tych, jakie znamy z filmów Disneya. po drugiej stronie siebie to senna autobiografia, w której Kącka z wielką gracją i pomysłowością opisuje swoje sny, naruszając bezwstydnie zasady gramatyki (a może też przyzwoitości, bo kto to widział, tak ludzi zanudzać opisem swoich nocnych projekcji!). 

To byłoby na tyle. Wkraczam w 2021 rok podekscytowana i spragniona dobrej literatury! Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami i ulubieńcami minionego roku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Ballady bezludne , Blogger